Przejdź do głównej treści

Patryk Wychowaniec

No i ukończyłem Resident Evil 4 - część, która wiele zmienia w strukturze serii, a także daje poletko do kolejnych części… Grę grałem na konsoli PS2

Zmiany, zmiany

No właśnie - zmiany. Ta część zmienia bardzo dużo w strukturze serii - kamera zza pleców (czy bardziej - ramienia), widoczny interfejs, sprzedawca, itp.

To jest dość ciekawy zabieg, który jednak niemalże całkowicie wywala element zaszczucia, czy niepokoju. W większości idzie się przed siebie, czasem ratuje córeczkę prezydenta, ale w dużej mierze - pruje się do przeciwników. Z nich wypadają przedmioty, czy - to też nowość dla tej serii - pieniędzy. No… ciekawe podejście, gdzie jednak nie trzeba aż tak dbać o amunicję i zasoby, jak to było między innymi w Resident Evil Code Veronica X, które grałem kilka miesięcy temu (a tam na prawdę bardzo trzeba uważać z tym!). Często też u mnie dochodziło do sytuacji, że wracałem do sprzedawcy i kupowałem przedmioty leczące, by było coś zawsze w zapasie.

Wioska, zamek, wyspa, czyli o lokacjach słów kilka

No i dochodzimy do lokacji - są 3 główne - wioska, zamek i wyspa. Najprzyjemniejsza ze wszystkich jest wioska i jej mieszkańcy - którzy nie są zbyt bystrzy, a przypominają jednak zombiaki. Tu też idzie isę na łowy sporej rybki. 🐟

W zamku spotykamy za to dość ciekawą osobowość - Salaraza. Mały, ośglizgły szaleniec, który to bardzo polubił tortury i inne niecne rzeczy… Nie polubiłem go. xD Także sama kontrukcja zamku jest … ok. Jest parę irytujących lokacji, z których przeciwnicy pojawiają się w ilościach wręcz hurtorych, niczym z hutrowni wielkiej sieci marketów (matka musiała być bardzo płodna!). Ale w dużej mierze - podobne do siebie lokacje były IMO lekko monotonne…

Za to wyspa … dośc monotonna. Łażenie, pokonywanie przeciwników, itp. Jednolite lokacje jako tak mi przypasowały. Ciekawym jednak rozwiązaniem są przeciwnicy, w których trzeba zniszczyć pasożyt, by to się nie regenowali. A to tego trzeba było użyć termiwizji, by wyłapać w ogóle te pasożyty.

LEON, HELP!

O nie … Ashley. Bardzo lubiłem fragmenty, gdy ona CO CHWILĘ NIE WZYWAŁA POMOCY, bo sama w ogóle nie potrafiła się bronić. Jedynie co, to albo stała w miejscu, albo uciekała w kąt i dała się porywać - gdzie trzeba było ją ratować. Inaczej game over i powtarzanie sekcji od nowa… LEON HELP!

Co jak co, jakoś ją przeżyłem i udało się z nią uciec z przeklętego miejsca.

Brąz, brud - typowa generacja 6. konsol.

No… mamy teraz grafikę - typową dla szóstej generacji konsol do gier. Jest szaro-buro? Jest! Jest brązowo? JEST! Jest ziarniście?! JESZCZE JAK! Do tego - wydanie na PS2 jest portem z GameCube’a, który przeszedł downgrade. Wiele scenek na silniku gry z Gacka, w tym wydaniu jest prerenderowana - co bardzo widać w skoku jakościowym. Czy mi to jednak przeszkadzało? No nie. Chociaż czasem, w szczególności w wiosce, grafika mogłaby być jednak bardziej szczegółowa, to dało się rozróżnić co jest czym.

Mechaniki, czyli kasa, sprzedawca, amunicja

Jest to kolejna rzecz, która zmienia mocno formułe serii - tutaj tak nie czułem wielkiej potrzeby oszczędzania amunicji czy przedmiotów (chociaż przed pierszą część gry to robiłem - moja dusza JRPG-owa to robiła. xD), więc na spokojnie - to mocniejszy gnat, to sprej czy ziółka do leczenia. W dużej mierze mi tego nie brakowało.

Ogólnie - bawiłem się całkiem spoko przy tej grze. Oczywiście - zmiana formuły nie każdemu może się podobać. Mi się podobała, chociaż nie czułem tego, co miałem czy RE3 czy RE Code Veronica X, przy których jednak się lepiej bawiłem. Czy polecam - jeszcze jak! Jeśli nie graliście jeszcze w oryginalne RE4, to zagrajcie i przekonajcie się, co Los Iluminados chce od was!